Historia Uncategorized

Majka

Jestem Majka, mam 30 lat — chociaż sama nie wiem, kiedy to minęło. Kiedy byłam dzieckiem, marzyłam o tym, żeby mieszkać nad morzem. Życie potoczyło się jednak inaczej i od kilku lat mieszkam w górach. Nigdy nie sądziłam, że mnie tu wywieje. Widoki są naprawdę piękne, chociaż wciąż nie mogę się przyzwyczaić do tego, że […]

Majka

Jestem Majka, mam 30 lat — chociaż sama nie wiem, kiedy to minęło. Kiedy byłam dzieckiem, marzyłam o tym, żeby mieszkać nad morzem. Życie potoczyło się jednak inaczej i od kilku lat mieszkam w górach. Nigdy nie sądziłam, że mnie tu wywieje. Widoki są naprawdę piękne, chociaż wciąż nie mogę się przyzwyczaić do tego, że jest tu trochę zimniej niż w innych częściach kraju.

Na co dzień pracuję w zawodzie, do którego długo się przygotowywałam. Skończyłam dwa wymagające kierunki studiów i na szczęście dzięki temu robię to, co zawsze chciałam robić. Rodzina jest dla mnie bardzo ważna, ale ważny jest też rozwój zawodowy. Lubię mieć poczucie, że mogę iść do przodu, uczyć się nowych rzeczy i robić to, na co w danym momencie mam ochotę.

Naszą rodzinę tworzymy ja, moja żona i trzy koty. Każdy z nich ma zupełnie inną osobowość, ale wszystkie są absolutnie kochane. Kochamy kwiaty, chociaż o to, żeby nie było ich za dużo, dba najmłodsza kotka — zjada co ładniejsze okazy. Pracujemy, a w wolnych chwilach wylegujemy się z kotami albo spędzamy czas na świeżym powietrzu. Lubimy zwiedzać bliższą i dalszą okolicę, a na trasie naszych wycieczek nigdy nie może zabraknąć dobrego jedzenia.

Mój typowy poniedziałek? Przy pracy siedem dni w tygodniu jest jeden plus — nie doskwiera „poniedziałkowy dół”. Wstaję, karmię koty, odkurzam mieszkanie ze żwirku i zbieram się do pracy. Jeśli pracuję na drugą zmianę, czasem zdążę jeszcze coś obejrzeć albo poczytać. W zależności od tego, czy nasze zmiany z żoną się pokrywają, jemy razem obiad przed pracą albo kolację po pracy. Staramy się, żeby każdego dnia zjeść wspólnie chociaż jeden posiłek.

Wieczorem mamy już swój stały rytuał. Najpierw przychodzi najstarsza kotka i układa się na stoliku po lewej stronie łóżka. Potem przybiega młodzież i pakuje się na poduszki między nami. I tak, w komplecie, kończymy dzień.

W moim życiu zawsze było dużo sportu. W młodości — znaczy, dalej jestem młoda, ale wiadomo — trenowałam wyczynowo sporty walki, rekreacyjnie się wspinałam, ćwiczyłam jogę, a później miałam etap biegania i codziennie robiłam 10 kilometrów. Teraz w pracy mam dużo ruchu, więc w wolnym czasie odpoczywam trochę mniej aktywnie, ale czasem brakuje mi sportu. Jeśli kiedyś będę miała dom, na pewno powieszę w nim worek treningowy. Nic tak nie odpręża po ciężkim dniu jak trening na worku. W bloku byłoby to jednak dość ryzykowne — sąsiedzi mogliby tego nie przeżyć.

Mam też dość nietypowe guilty pleasure: hodowlę meduz. Jeśli ktoś wejdzie na dowolne forum poświęcone temu tematowi, szybko się dowie, że jest przy tym znacznie więcej pracy niż spokojnego patrzenia na odprężający ocean. Mimo to wojownik się nie poddaje i wciąż uczę się, jak zapewnić im jak najlepsze warunki. Kiedy jedzą, spokojnie pływają i wyglądają na zadowolone, ja też jestem szczęśliwa. Moje małe, wielkie marzenie? Ogromne meduzarium.

Gdybym od jutra mogła zajmować się czymkolwiek na świecie, wybrałabym opiekę nad wielkimi dzikimi kotami w jakimś tropikalnym kraju. Ale z jednym zastrzeżeniem: musiałabym mieć dostęp do łazienki. Mogę spać w hamaku, nawet w buszu, ale potrzebuję WC i prysznica.

Jako osoba LGBTQ+ czuję się częścią tej społeczności. Z moją żoną poznałyśmy się na portalu randkowym. Szybka i jasna sprawa: byłyśmy tam po to, żeby znaleźć drugą połówkę. Od tego czasu minęło już 10 lat. Najpierw przez prawie pięć lat byłyśmy w związku na odległość. Jeździłyśmy do siebie co weekend ponad 300 kilometrów w jedną stronę i rozmawiałyśmy codziennie. Potem przyszło wspólne mieszkanie, jedna przeprowadzka, druga przeprowadzka. Dziś nie wyobrażamy sobie, że mogłybyśmy ze sobą nie mieszkać.

Na co dzień nasz związek wygląda zwyczajnie. Obowiązki dzielimy zwykle po równo. Ja nie lubię gotować, więc jeśli już ktoś gotuje, to najczęściej żona, a ja piekę ciasta. Na zmianę sprzątamy, wynosimy śmieci, ogarniamy mieszkanie. Zwykle jeśli jedna coś zaczyna — na przykład wrzuca pranie — druga to kończy i je rozwiesza. Kto wcześniej wstanie, ten sprawdza, co w nocy zostało zdemolowane przez koty.

Śmiejemy się ze stereotypów o starych, wiecznie kłócących się małżeństwach albo z tradycyjnych ról płciowych. A jeśli już się kłócimy, to raczej o drobiazgi z codziennego życia. Takie same, o jakie kłóci się mnóstwo innych par.

Osobom, które rzadko mają kontakt z parami jednopłciowymi albo patrzą na nie przez stereotypy, chciałabym powiedzieć jedno: orientacja seksualna to tylko jedna z cech człowieka. To, że ktoś jest gejem albo lesbijką, nie mówi o tym, jakim jest człowiekiem, jak żyje, co jest dla niego ważne i jak traktuje innych.

Ludzie są różni. Pary też są różne. Zastanawianie się, kto w związku jednopłciowym jest „kobietą”, a kto „mężczyzną”, nie ma sensu. Role się mieszają — tak samo jak w związkach różnopłciowych. Najważniejsze jest to, czy ludzie się kochają, wspierają i chcą razem budować codzienność.