Historia historie

Karina

Dzień dobry, cześć 🙂 Mam na imię Karina. Pochodzę z Wielkopolski, ale od blisko 15 lat mieszkam na Śląsku, który całkiem przypadkiem stał się moim domem. Przez te lata odkryłam, jak bardzo różnorodny jest Śląsk. I mimo tego, że raczej często się w życiu przeprowadzałam, mieszkałam w Poznaniu i we Wrocławiu, to jednak po tych […]

Karina

Dzień dobry, cześć 🙂 Mam na imię Karina. Pochodzę z Wielkopolski, ale od blisko 15 lat mieszkam na Śląsku, który całkiem przypadkiem stał się moim domem. Przez te lata odkryłam, jak bardzo różnorodny jest Śląsk. I mimo tego, że raczej często się w życiu przeprowadzałam, mieszkałam w Poznaniu i we Wrocławiu, to jednak po tych wszystkich latach chyba żal by mi było stąd wyjeżdżać. Cóż można powiedzieć, gryfnie jest 🙂

Z wykształcenia jestem polonistką i hobbystycznie uczę w szkole w klasach 1‑3 literek, kolejności wyrazów w zdaniach i wszystkiego tego, co pozwala pięknie mówić i czytać po polsku. Nie hobbystycznie jestem wykładowcą akademickim, kształcącym przyszłych dziennikarzy, w obszarach związanych z komunikacją i komunikacją marketingową. Oprócz tego studiowałam historię sztuki i filmoznawstwo. Głównie po to, by samej przekonać się, czy piękno faktycznie jest w oku patrzącego.

Moje życie codzienne tworzy moja rodzina, mój dom, który udało nam się zbudować, i moja praca, którą lubię (mimo tego, że czasem mnie irytuje, ale to chyba normalne). Poza tym, że regularnie, zgodnie z planem, prowadzę zajęcia na uczelni, reszta jest raczej elastyczna. Spacer z moim najukochańszym piesełem albo wypad na lody – to nie ma kalendarza, ale przez to jest fajne.

A typowy poniedziałek? Co semestr się zmienia. Aktualnie wstaję rano, ok. 6.30, jem z żoną śniadanie, ona jedzie do pracy, też na uczelnię, a ja siadam do komputera i przygotowuję karty pracy dla dzieciaków na edukację polonistyczną. Wychodzę z psem przed wyjazdem, a przed powrotem robię zakupy. Jak obie wrócimy, jemy obiad i myślimy, jak zdobyć świat 😉

W wolnym czasie najbardziej lubię odpoczywać. A to jak – zmienia w czasie. Odpoczynek 20 lat temu to było ognisko do rana z przyjaciółmi. Teraz odpoczywam w ogrodzie, kiedy sadzę kwiaty, a potem patrzę, jak rozkwitają. Albo kiedy zwiedzam, będąc na wakacjach. Najbardziej jednak chyba wtedy, kiedy nurkuję. Doceniam to strasznie, bo tam jest wtedy tak cicho i tak kolorowo.

Co jest dla mnie w życiu ważne? Rodzina. I dom, ale rozumiany jako własna, bezpieczna przestrzeń, nie cztery ściany.

Mam też swoje guilty pleasure. „Stalowe magnolie” – o matko, to jest takie filmowe katharsis, za każdym razem oczyszczające tak samo mocno. Z tego wszystkiego, co smutne, co boli. I tak, płaczę za każdym razem, gdy Shelby umiera (sorry za spoiler).

Gdybym od jutra mogła zająć się czymkolwiek na świecie, robiłabym to, co robię, ale wolniej, w swoim, niewymuszonym tempie. Lubię to, jak pracuję, ale czasem tego wszystkiego jest po prostu za dużo na raz, przez co mam ogromne poczucie zmęczenia. A jak jestem zmęczona, robię się bardziej marudna i mniej kreatywna, a to akurat nikomu nie służy.

Kreatywność jest fajna i potrzebna. Na przykład po to, żeby wymyślać. Ja najczęściej wymyślam moje małe, wielkie marzenie. Aktualnie jest to mieszkać nad brzegiem oceanu. Budzić się, wychodzić z kawą na dwór i patrzeć na fale, od których odbijają się promienie słońca.

Z czego jestem dumna? Że po ponad 40 latach życia i funkcjonowania w czasem bardzo skomplikowanych okolicznościach, czasem też niełatwych, mogę patrzeć w lustro na dobrego człowieka.

Mam też to szczęście od 8 lat patrzeć codziennie na innego, dobrego człowieka. Od 8 lat właśnie jestem w stałym związku, a od lutego (14!!!!) 2026 roku po ślubie, choć cały czas sformułowanie „moja żona” traktuję jako coś pomiędzy ciekawostką a zmianą w Matriksie. Poznałyśmy się przez Internet i nie planowałyśmy się wiązać na dłużej. Ale, cytując klasyka, podobno raz na milion świetlnych lat… No więc mamy tę swoją „piękną katastrofę”, którą pielęgnujemy, o którą dbamy i w której chcemy być. Codziennie, robiąc absolutnie to, co wszyscy mający swoje drugie połówki. Pracujemy. Dbamy o ogród i o siebie nawzajem. Robimy zakupy. Gotujemy – znaczy kto ma czas, ten gotuje. Dbamy o dom, o pieska. Oglądamy seriale, gramy w planszówki lub zasypiamy ze zmęczenia na stojąco. Pieczemy chleb, robimy domowe lody. Chodzimy na spacer albo na jogę. Żyjemy. Oddychamy.

A osobom, które rzadko mają kontakt z parami jednopłciowymi albo patrzą na nie przez stereotypy, albo – co gorsza – przez medialną narrację, chcę powiedzieć, że średnio w Polsce odbywają się około 364 ceremonie ślubne dziennie – to dane z GUS-u. Pomyśl, ile z tych osób znasz osobiście? A teraz pomyśl, ile z tych ślubów realnie wpływa na Twoje życie? Ile z tych ślubów sprawia, że gorzej Ci się żyje we własnym kraju? Że masz mniejsze prawa? Że ktoś coś Ci zabrał? A teraz pomyśl, że część z nich byłaby parami tej samej płci. Dalej nie znał(a)byś tych osób osobiście. Dalej nikt by Ci niczego nie zabrał. Twoja rzeczywistość będzie taka, jak ją określisz. Jeśli negatywnie, w poczuciu lęku i braku, to to właśnie będziesz odczuwać. Średnio w Polsce odbywa się około 364 ceremonie ślubne dziennie – pomyśl, że to 364 okazje do gratulacji. Tylko tyle.

Więcej historii

10 maja, 2026

Bartek

Zwyczajne życie, którego trzeba było bronić. Jestem Bart. Można prościej: Ba. Mieszkam w Penmaen-Rhôs, w gminie Conwy, w…

10 maja, 2026

Paulina

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna…